|
PODĄŻAJCIE
ZA GŁOSEM SERACA (METAL HAMMER)
Dość
dawno na naszych łamach nie było o chłopakach z Biohazard. Uchwycenie
ich gdzieś przez telefon było praktycznie niemożliwe, bowiem kolesie
przez niemal 16 miesięcy byli w trasie. Na nasze szczęście zawitali
także da Polski. Po imprezie z okazji urodzin Seana myślałem, że
moi brooklyńscy kumple nie będą w formie do rozmowy. Najdłużej imprezę
odsypiał sam jubilat, natomiast ekipa
Evana
i Billy'ego była zwarta i gotowa. Jako pierwszy nawinął mi się Bobby
Hambel, który z chęcią przystał na moja propozycję rozmowy.
Nalaliśmy sobie kawy i poszliśmy do ich garderoby, w której
siedział już Danny Schuler. Przy dźwiękach dochodzącego z sali Dub
Wara i biorącego prysznic Evana przystąpiliśmy do pogadanek.
Paweł
Pinctera: Znów jesteście w Polsce. Czy w sierpniu ubiegłego
roku pomyślelibyście, że przyjedziecie do nas ponownie i to w tak
krótkim czasie? Bobby Hambel: „Nie! Nawet nie mogę
uwierzyć w to, że wtedy przybyliśmy do Was. Było to dla nas niesamowitym
przeżyciem przyjechać tutaj i spotkać ludzi z Polski i zobaczyć,
jak u Was wygląda. Bardzo nam się tutaj podoba, jest super. Mnóstwo
ludzi ma wielkie, otwarte serca. Ludzie są życzliwi, bardzo mili.
Wiesz o co mi chodzi. Poza tym ma cię piękne kobiety i doskonałe
piwo."
PP:
Czy najwspanialsze kobiety na świecie? BH.:W dużej większości
tak. Świetne dziewczyny, facet. Piękne kobiety są na całym świecie,
ale w Polsce macie jedne z najlepszych.
PP:
A gdzie jeszcze spotkałeś tak piękne dziewczyny jak u nas? BH:
„One są wszędzie. Są np. w Argentynie, w Azji, Japonii, Izraelu,
Australii, oczywiście w Kalifornii, również w Anglii. Kobiety
są wszędzie i piękne kobiety są również wszędzie, ale w niektórych
miejscach jest ich więcej, a w niektórych mniej. Jednak najbardziej
podobają mi się polskie dziewczyny.
PP.:
Graliście wczoraj w Warszawie – „który koncert byt lepszy
- rok temu w Zabrzu czy wczoraj w Warszawie? BH: „Uważam,
że wczorajszy koncert byt doskonały. To byłą świetna zabawa, tym
bardziej, że Sean z Dog Eat Dog miał wczoraj urodziny i mieliśmy
jak pamiętasz imprezę na scenie. Wszystkie bilety były wysprzedane
i doskonale się bawiliśmy. Mam nadzieję, że dzisiejszy show również
będzie wspaniały. Każdy koncert jest świetny, naprawdę. Nasza muzyka
z biegiem czasu staje się coraz lepsza i dlatego granie koncertów,
robienie muzyki jest dla nas przyjemnością. Zawsze lubimy wchodzić
na scenę, o to nam chodzi."
PP:
Czy mieliście imprezę urodzinową także po koncercie? BH:
„Jasne. Mieliśmy świetną imprezę. Kompletnie się upiliśmy, było
trochę seksu... słowem impreza w dechę. Jesteśmy wszyscy przyjaciółmi.
My, Dog Eat Dog, Downset jeździliśmy wcześniej na trasę i zdążyliśmy
się wszyscy zaprzyjaźnić. Uważam, że są bardzo utalentowani i mają
przed sobą niezłą karierę. Podobnie z Dub War. Mam nadzieję, że
publiczność będzie miała okazję się poznać na nich i się nie zawiedzie.
Oni są naprawdę świetni."
PP:
Który z napojów „wyskokowych" bardziej odpowiada
twojemu podniebieniu - piwo czy wódka? BH: „Kobiety.
Osobiście jestem piwoszem i jak wypiję zbyt dużo wódki, to
mi się kręci we łbie i czuję się jakiś taki popieprzony. Uważam,
że macie tutaj w Polsce świetne piwo. Zajmuje ono szczególne
miejsce w Europie. W Czechach też mają dobre piwo. Też mi smakuje.
Ma specyficzny smak."
PP:
Dlaczego graliście tak krótko. Jedną godzinę. BH:
„Graliśmy więcej niż godzinę. W zasadzie, to przekroczyliśmy nasz
czas. Organizatorzy weszli na scenę i powiedzieli, że nasz czas
się kończy i że zostały nam dwie minuty. Myśmy im powiedzieli „Odwalcie
się, mamy jeszcze dwie piosenki, które zajmują osiem. Zagraliśmy
więc jeszcze dwie piosenki. Po koncercie w klubie miała być dyskoteka,
dlatego musieliśmy zejść ze sceny."
PP:
Dlaczego nie gracie bisów? BH: „Nie jesteśmy tego
typu grupą, która gra bisy. Chcemy całe nasze przedstawienie
zagrać bez żadnych pieprzonych przerywników, aby nie tracić
czasu i energii. Chcemy dać publiczności wszystko, co możemy, wszystko,
czego chce publiczność.
Tu
wtacza się do rozmowy Danny Schuler.
Danny
Schuler: „Uważam, że bisy są głupie, bo jeżeli mamy grać między
9-tą a 10-tą, to mamy godzinę czasu. Jeżeli chcemy zrobić bis, to
musimy zrobić przerwę na pięć minut, później znowu grać parę
minut i znowu zrobić przerwę, żeby móc zrobić później
bis. Jeśli będziemy grać bez żadnych przerw, to po prostu zagramy
więcej muzyki. Możemy ten czas wypełnić maksymalnie muzyką, zamiast
grać a potem przerwać, znowu wrócić i „O! Już skończyliśmy,
ale zagramy lada chwila". To rozciąga całe przedstawienie i
nie ma stylu. Jest po prostu beznadziejne." BH: „Przez ten
czas, co schodzimy ze sceny, żeby później znowu wrócić,
możemy przecież zagrać jedną czy dwie piosenki więcej." DS:
„Bis zajmuje zbyt wiele czasu. Zamiast grać muzykę robi się jakieś
beznadziejne przerwy,"
PP:
Zastanawiałem się, dlaczego nie zagraliście „Down For Life"
ani rok temu ani w tym roku? Czy w ogóle gracie ten kawałek
na koncertach? BH: „Gramy ten kawałek. Staraliśmy się zagrać
cały nasz repertuar, ale wiesz, nie mieliśmy tyle czasu. Mamy trzy
albumy, a to jest dużo piosenek."
PP:
Myślę jednak, że to jest jedna z Waszych najlepszych piosenek. BH:
„Kocham wszystkie swoje piosenki, całą swoją muzykę. Niektórzy
ludzie mają swoje ulubione piosenki. Dzieciaki krzyczały „Human
Animal, Human Animal....-., ale nie graliśmy tego, bo nie mamy tyle
czasu. W niektóre wieczory grywamy te dwie piosenki, a w
inne wieczory nie. Staramy się grać wszystkie te utwory, które
publiczność najbardziej lubi i zbierać je z wszystkich albumów,
bo gdybyśmy np. grali tylko z najnowszego „Stałe Of The World Address",
to dzieciaki by krzyczały „Spadaj facet, czemu nie grasz nic ze
starszych albumów". Później musiałbym mówić
„Przepraszam"."
PP:
Dlaczego gracie akurat hard - core'a, a nie coś innego? BH:
„Gramy to, co czujemy, jesteśmy muzykami." DS: „My
nie wstajemy rano i nie mówimy „No, dzisiaj gramy death -
metal", albo hip - hop następnego dnia. Gramy tak, jak czujemy." BH:
„Gramy to, co nam przyjdzie do głowy. To Wy, publiczność, nadajecie
nam jakieś nazwy. My po prostu gramy to, co czujemy. Jeżeli Wy chcecie
nazywać nas hard-core, to nazywacie nas hard - core, inni z kolei
określają naszą muzykę jako metal, a niektórzy jako pieprzony
hip-hop, inni nawet rock'n'roll. My po prostu robimy muzykę. Nazywaj
nas jak chcesz. Nawet jako kapelę folklorystyczną. Wiesz, to bynie
było takie złe. W końcu jesteśmy grupą, która robi muzykę
dla ludzi."
PP:
Czy zatem granie obecnie hard-core'a nie jest komercją? DS:
„Muzycy nie robią komercji, to ludzie robią komercję, nie muzycy.
Oni kupują tę muzykę, kupują płyty i jeżeli płyty rozchodzą się
w dużych ilościach, to staje się ona popularna. Taka Nirvana. Była
to kapela podziemna i dopiero kiedy ludzie zaczęli ją kupować, to
stała się w pewnym sensie komercją, ale ich muzyka się nigdy nie
zmieniła. Kurt Cobain nigdy nie grat pod publikę i nigdy nie chciał,
żeby jego muzyka stała się komercyjna. On grat tak, jak czuł, a
ponieważ ludzie zaczęli to kupować, jego muzyka stała się poniekąd
komercyjna. Tak samo hard - core. Czy to, że 8 min ludzi zacznie
ją kupować oznacza, że stanie się ona komercyjną? To nadal będzie
hard - core, tylko że więcej ludzi będzie go kupować. Ludzie tworzą
wiele kategorii muzyki, wcale to nas wcale nie obchodzi, Chce nam
się od tego rzygać." BH: „Nie cierpię ludzi, którzy
wytykają muzyków palcami, kategoryzując ich i szufladkując.
Ludzie często przyklejają etykietki muzyce, ale muzyka jest częścią
naszego życia, to jest to, czym oddychamy, czym żyjemy, jest częścią
naszej duszy, jest korzeniami, z których wyrastamy. Jesteśmy
duszami muzycznymi." DS: „My nigdy nie decydujemy,
czy zagramy teraz muzykę w danym stylu, czy to będzie hard - core
czy hip - hop, rock'n'roll czy też że będziemy robić muzykę do radia,
żeby była bardzo komercyjna. My po prostu gramy utwory, gramy tak
jak to czujemy. Mamy to w dupie, czy nasza muzyka ukaże się w radiu
czy też nie." BH: „My i tak będziemy grać nasze utwory,
niezależnie od tego, czy pojawią się w radiu, czy w telewizji, czy
też nie. I tak będziemy grać. Idziemy na całość, to nie jest żart.
Dlatego osiągnęliśmy to, co osiągnęliśmy. Właśnie dzięki naszym
przedstawieniom na żywo. Nie dzięki radiu czy MTV ale dzięki temu
jak gramy na żywo. Na radiu czy MTV nam nie zależy. Ja nie słucham
radia ani nie oglądam MTV. Nawet nie mam radia ani telewizora. Jestem
muzykiem, który gra na żywo. Nie dbamy radio ani o MTV, ale
jeśli nasza muzyka pojawi się w radiu czy MTV to OK. Jeżeli mój
menadżer wchodzi do mnie i mówi „Hej, Boby, wiesz, że „Punishment"
osiągnął najwyższe notowania na liście?" mówię: dobrze.
Ale wiesz co? Spotkałem wczoraj chłopaczka, który miał wytatuowany
na brzuchu „Punishment". l wiesz co? To dla mnie więcej znaczy,
bo to jest prawdziwe. Kiedy podróżujemy po świecie i zwiedzamy
kraje, w których jeszcze nie byliśmy, spotykamy ludzi z tatuażami,
którzy podchodzą do nas i mówią „Hej, wiesz, ta piosenka
którą napisaliście, naprawdę dużo dla mnie znaczy",
to wtedy sobie myślimy, że to jest właśnie nasza zapłata. Jesteśmy
wtedy dumni z naszej pracy. Wtedy czujemy się dopiero dumni, że
„Punishment' było w radiu. Osobiście jednak uważam, że radio to
jest popieprzony żart. Sposób prowadzenia radia - to jest
śmieszne, niepoważne. MTV to jest też gówniany, pieprzony
żart. W Ameryce MTV to jest system, który rządzi się swoimi
prawami i nie ma nic wspólnego z muzyką. To jest wszystko
pieprzone gówno i robi mi się niedobrze na samą myśl o tym.
Nas to kompletnie nie obchodzi. Robimy teledyski, bo telewizja jest
obecnie bardzo ważnym medium. Kiedy dorastaliśmy, nie mieliśmy video.
Mieliśmy chyba tylko jakieś dwa filmy, Pink Floyd „The Wall"
i The Ramones i nie było to tak rozpowszechnione jak teraz. Nie
było MTV. Jeżeli się było zespołem takim jak my teraz, to trzeba
było jechać i zobaczyć taką grupę na żywo, innym sposobem zobaczenia
ich było obejrzenie sobie zdjęć z okładki płyty. Wtedy po prostu
nie było MTV. Osobiście uważam, że to było lepsze, bo przychodziło
się na koncert, posłuchało muzyki i można było wytworzyć sobie własne
zdanie na jej temat, wtedy miało się swoje własne video w głowie.
Kiedy np. miałem czas, puszczałem sobie Black Sabbath, słuchałem
ich pierwszego albumu i sobie myślałem. Facet, to jest niesamowite.
Patrzyłem wtedy na tą płytę, na tę kobietę na okładce, na te martwe
drzewa i inne szczegóły, na ten deszcz i dzwon i wtedy mówiłem
sobie: Wow! Mogłem sobie wyobrazić ten koszmarny scenariusz w mojej
głowie. Kiedyś nie było video i MTV i to było lepsze dla mnie, to
pobudzało moją wyobraźnię. Kiedy miałem okazję zobaczyć Black Sabbath
po raz pierwszy na żywo, po prostu się przestraszyłem, nie mogłem
w to uwierzyć, kiedy grali tę piosenkę na żywo i było to bardzo
osobiste przeżycie. Dlatego powstanie takiego zjawiska jak videoclipy
na MTV jest zjawiskiem bardzo przykrym i niekorzystnym dla muzyki.
To nie jest w porządku, co teledyski robią muzyce, ale w końcu jest
to świat, w którym żyjemy i jest jeszcze mnóstwo innych
rzeczy szkodliwych."
PP:
Black Sabbath jest chyba Twoim najlepszym bandem? BH: „Tak,
jest jedną z moich najbardziej ulubionych grup na całym świecie."
PP:
Jaką kapelę chcielibyście supportować? DS: „Byłoby naszym
wielkim marzeniem, gdyby Black Sabbath odnowiło się w swoim starym
składzie i gdybyśmy mogli grać przed nimi. BH: „Zrobilibyśmy
z tego wielki festiwal, z niesamowitym rozmachem, nasze marzenia
mogłyby się wtedy urzeczywistnić. Byłby wtedy Black Sabbath, Mainefred
(dla Bille' go), Santana, Bad Brains, Fishbone w całym swoim składzie
i może jeszcze Beastie Boys. l wtedy Biohazard, ale zagralibyśmy
pierwsi. Hahaha. Rozdawalibyśmy wtedy bilety. Byłyby bezpłatne bilety
na koncert. Dzisiaj cieszymy się np. że gra z nami Dub War. Oni
są naprawdę dobrzy."
PP:
Jak ich znaleźliście? BH: „Nie wiem. Jesteśmy po prostu z
nimi na trasie i jesteśmy zgraną paczką."
PP:
Gracie po raz drugi trasę z Dog Eat Dog i Downset: Czyj to byt pomysł? BH:
„To była tylko sprawa zgrania czasowego."
PP:
Owszem, ale z Wami chciało grać również wiele innych grup. BH:
„Doprawdy?"
PP:
Tak. Słyszałem, że ok. 30 kapel starało się o granie trasy z Wami. BH:
„Nie wiem. To w zasadzie nie od nas zależy, z kim gramy. To zależy
przeważnie od promotorów. To jest zależne np. od tego, kto
w danym momencie wydaje album, kto akurat koncertuje. Jest wiele
grup, z którymi chciałbym grać, "ale np. kiedy jedziemy
na trasę, to ich album jeszcze nie wyszedł, albo ukazał się zbyt
dawno. Chciałem kiedyś jechać na trasę z Sepurturą po Europie, bo
oni są dla nas jak rodzina, a to jest fajnie jechać na trasę z kimś,
kto jest dla ciebie jak rodzina. Wtedy jest taka familijna atmosfera.
My jesteśmy zespołem lubiącym taką rodzinną atmosferę."
PP:
Kiedy wchodzicie do studia z nową płytą? BH: „We wrześniu,
1 września zaczynamy robić przed produkcję do nowego albumu."
PP:
Powiedz mi coś o tej płycie. BH: „Będzie przede wszystkim
obrzydliwa. Będzie tym wszystkim, czym jesteśmy. Będzie to następny
album Biohazard. Będzie bardzo surowa, czadowa, szczera, będzie
to ekspresja wszystkich czterech chłopaków z Biohazard, będzie
to ekspresja tego wszystkiego, co czujemy w całości, jako jedna
całość. Będzie to złożenie naszych czterech dusz z naszymi sercami.
Będziemy starać się nagrać najlepsze kawałki, jakie tylko możemy."
PP:
Czy macie już materiał na nową płytę? BH: „Tak, jak już mówiłem,
mamy już część materiału. Wejdziemy do studia i zrobimy niezłą robotę,
najlepsze nagrania, jakie kiedykolwiek zrobiliśmy. Ludzie pewnie
się zastanawiają, czy Biohazard zmieni kiedyś styl, czy stanie się
kiedyś komercyjny. To nieprawda. Nigdy nie zmienimy naszej muzyki.
Muzyka jest tą szczerą częścią nas. Muzyka jest tym, czym żyjemy,
płynie ona z naszych serc, podchodzimy do niej jak najbardziej poważnie,
płynie ona z naszych dusz. Jeżeli ludzie chcą uczynić muzykę komercyjną,
to oni to robią, ale nie my. To nie zależy od nas. My robimy najlepsze
nagrania na jakie nas stać. Zamkniemy się w studio, a cokolwiek
stanie się z tym nagraniem później, to już nie leży w naszej
gestii. To, co wiem, to to, że Biohazard będzie zawsze Biohazard
i to, kim jesteśmy nie zależy od nagrań, tylko od naszych koncertów
na żywo. Nagranie jakiejś płyty to pewne zatrzymanie w czasie, jest
to moment, w którym dajemy z siebie wszystko, dla nas nie
istnieje wtedy nic poza muzyką. To jest jak zdjęcie, obrazek, który
zatrzymuje to, co się dzieje. To tak, jakby zrobić zdjęcie tej pięknej
dziewczynie. Ze dwa lata będzie wyglądała inaczej, będzie miała
dłuższe włosy, cokolwiek. Zmieni się, tak jak nasza muzyka zmienia
się z wieczora na wieczór. Nigdy nie gramy tego samego dwa
razy. Nagranie jest tylko pretekstem, aby włożyć piosenkę do archiwum,
aby przekazać to innym ludziom. Najważniejsze jest przedstawienie
na żywo. Staramy się wzrastać, rozwijać i mamy na dzieję, że to
się będzie podobało. Damy z siebie najlepsze, co możemy. To tak
samo jak ze sportowcem, który trenuje przez wiele lat, aby
stoczyć tą jedną, jedyną walkę. Właśnie album jest taką wielką rozgrywką.
To tak jak Mikę Tyson, który ćwiczył codziennie, dzień w
dzień, miesiąc w miesiąc, żeby stać się jeszcze silniejszym, jeszcze
szybszym i bardziej skoordynowanym."
PP:
Czy nowa płyta będzie lepsza od poprzedniej? BH: „To wszystko
zależy od Was, od publiczności, od tego jak Wy to widzicie. My zawsze
staramy się grać jak najlepiej. To tak jak artysta, który
chce namalować zawsze lepszy obraz niż poprzednio. My z kolei staramy
się grać jak najlepiej, pisać coraz lepsze piosenki. Ja będąc gitarzystą
staram się grać jak najlepsze solówki, z kolej wokalista
stara się coraz lepiej śpiewać. To się odnosi do wszystkiego. Zawsze
trzeba starać się być coraz lepszym. Jeżeli nie starasz się być
jeszcze lepszym, nigdzie nie dojdziesz. Życie polega na tym, żeby
się rozwijać, a nie na tym, żeby być zawsze doskonałym. Jeżeli jesteś
perfekcjonistą, zawsze będziesz zawiedziony, rozczarowany. Nie ma
nic złego w byciu niedoskonałym w tym świecie. Ja jestem całkowicie
niedoskonały, ale to OK., bo staramy się zawsze rozwijać, a nie
być ciągle doskonałymi."
PP:
A co powiesz mi o tekstach na nowej płycie? BH: „Słowa pochodzą
stąd. skąd zawsze pochodziły. Z miejsca, w którym żyjemy,
z naszych serc, odbicia, tego, jak widzimy świat. Jest to nasza
refleksja nad światem. Miejsca, które odwiedzamy, ból,
starania, walka, którą toczymy na co dzień. Teksty są odbiciem
naszej duszy, naszych myśli, tego co widzimy, tego „biohazardu",
który jest wokół nas. Mówimy o wszystkim, co
jest niebezpieczne, co grozi każdej żywej istocie, człowiekowi,
kwiatkowi, zwierzęciu. Jesteśmy czterema facetami, którzy
śpiewają do i dla ludzi, przedstawiają im te problemy. Chcemy krzyczeć
o tym popieprzonym świecie, w którym żyjemy i jeżeli mamy
możliwość pisania o tym, działa to na nas dobrze. Na przykład nasz
ostatni utwór „Scumbag" jest o gwałcie. Wywiera to w
nas silne emocje, jesteśmy temu przeciwni. Jest bardzo wysoki procent
kobiet w USA, które znamy lub których jeszcze nie
znamy t które byty lub będą zgwałcone. Jest bardzo wysokie
prawdopodobieństwo, że dużo z tych kobiet zostanie zgwałconych.
Statystyki są bardzo wysokie i to jest dla nas przerażające. To,
że możemy o tym pisać, pomaga nam z tym żyć. Chcemy to wykrzyczeć,
tak jak krzyczą małe dzieci, a kiedy nagramy płytę, Wtedty świat
się o tym dowie. Jest to doskonała okazja, żeby o tym mówić.
Jest wiele zespołów, takich jak Dub War, Downset, Rage Against
The Machine, Sepultura i wszystkie te grupy mówią o tym,
co się dzieje w tym popieprzonym świecie. Tak jak np. Na płycie
„Chaos-A.D.". To nie jest tylko granie i nagrywanie utworów.
To jest coś więcej, to jest przestanie. To wszystko robimy dla pewnej
sprawy, jest to częścią walki, a tą sprawą jest pokój i harmonia
i jeżeli jesteśmy twardzi i silnie przemawiamy ze sceny, to jesteśmy
silni i to odnosi jakiś skutek. Koncert jest jedynym miejscem, gdzie
nie ma faszyzmu, nie ma rasizmu, możesz ogolić sobie głowę, możesz
mieć długie włosy, możesz wytatuować sobie twarz, możesz przekłuć
sobie członka. Możesz przyjść i posłuchać muzyki, która mówi
o świecie, możesz dowiedzieć się czegoś więcej. Jeżeli jednak ludzie
przyjdą na koncert i zaczną się naparzać, tworzą wówczas
dysharmonię, coś, czego nie chcemy. Kiedy gramy, chcemy, żeby ludzie
przyszli jako bracia i siostry z poszanowaniem dla drugiej osoby.
Kiedy skończy się przedstawienie, wszyscy muszą wracać do realności,
do rzeczywistości. Wystarczy, że mamy chaos na świecie my nie róbmy
go chociaż na koncertach, to jest jakby sanktuarium, wiesz o co
mi chodzi."
PP:
Muzyka jest waszym zawodem? BH: „Tak, to jest misja mojego
życia, po to się właśnie urodziliśmy i jesteśmy bardzo szczęśliwi,
że się wszyscy spotkaliśmy i z wielką pokorą podchodzimy do faktu,
że mamy siebie, że jesteśmy grupą, że nasza muzyka pozwala nam na
zwiedzanie świata i uczenie się nowych rzeczy. Niezależnie cc się
stanie, tak długo jak Biohazard będzie tym składzie., tak długo
będziemy tworzyć muzykę. Mam nadzieję, że zawsze będziemy razem.
Jesteśmy ze sobą już siedem lat i nadal czujemy się tak, jakbyśmy
dopiero zaczynali. Przysięgam na Boga, tak to odczuwam."
Tu
do rozmowy wtacza się Billy Graziadei.
Blly
Graziadei: „Tak, nie mógłbyś tego lepiej ująć."
PP:
Ile macie szmalcu z tego grania? BH: „Facet! Jestem kompletnie
spłukany." BG: „Ja jestem bogaty. Wiesz dlaczego?" PP:
Dlaczego? BG:„..."
PP:
Co robicie poza graniem muzyki? BH: „Lubię obserwować zwierzęta.
Interesuje mnie zoologia, szczególnie gady i płazy. Chciałbym
związać się z jakąś organizacją chroniącą dzikie zwierzęta, pomagającą
zagrożonym gatunkom. Chciałbym być aktywnym w tym ruchu. Poza tym
chciałbym nauczyć się robić tatuaże. Billy interesuje się snowboardem.
Danny interesuje się sztuką wojskową, a Evan interesuje się motocyklami
Harley - Davidson i takimi innymi drobiazgami. Ja nie mam jeszcze
Harleya, nie mam pieniędzy, ale w przyszłości chciałbym sobie kupić
jakiś motor. Wszyscy mamy odmienne zainteresowania i szanujemy to,
co inni robią. Jesteśmy po prostu różnymi ludźmi. Czterech
różnych facetów. Inni mogą myśleć, że jestem porypany,
bo lubię takie obślizgłe rzeczy jak dżdżownice, chrabąszcze czy
robale. Lubię zbierać owady, węże, jaszczurki i takie rzeczy. Mój
brat tylko się temu przygląda. Mam afrykańską skolopendrę - to taka
jadowita stonoga. Ma wiele nóg i ma 9 cm długości. To jest
mój ulubieniec. Trzymam skorpiony, pająki czarne wdowy, tarantule,
takie rzeczy."
PP:
Zespół Dog Eat Dog jest jednym z Waszych przyjaciół.
Jakie macie jeszcze inne zaprzyjaźnione kapele? BH: „Tak
jak już mówiłem - Sepultura, Madball, Life Of Agony, Machine
Head - oni są jak bracia. Wszystkie te grupy są naszymi przyjaciółmi.
Jest teraz wiele grup i one się wzajemnie szanują. Type O Negative,
Nailbomb, wszyscy jesteśmy jedną wielką rodziną. Jeździmy wspólnie
po Europie i gramy razem. Tak jak ostatnio na Dynamo. To było zajebiste.
Gdybym wtedy robił imprezę, zaprosiłbym wszystkich tych ludzi. Nie
mogę się nadziwić, jak to było możliwe, że mieliśmy tyle szczęścia
być z tymi wszystkimi kapelami na jednym festiwalu i być przyjaciółmi.
To jest dla mnie niesamowitym szczęściem. Owszem, graliśmy przedtem
na Dynamo Festival, ale wówczas byliśmy tylko. jedną z wielu
nieznanych kapel, nie znaliśmy jeszcze wtedy nikogo. W tym roku
było super.”
PP:
Ile osób było na Dynamo? BH: „Około 145 tysięcy. Było
rzeczywiście dużo ludzi."
PP:
Wczoraj na koncercie w Warszawie obiecaliście, że przyjedziecie
do nas w przyszłym roku. Czy dotrzymacie danego słowa? BH:
„Jasne. Nie mogę się już doczekać. Tak jak mówiłem, tu jest
świetne piwo, doskonała wódka i wspaniałe dziewczyny. Wrócimy
jak najszybciej będziemy mogli, z nowym albumem. Fani tutaj są naprawdę
w porządku, czujemy więź z nimi, są nam bardzo oddani. Zawsze będziemy
wracać do Polski. Jest to bardzo istotne miejsce dla nas. Chciałbym
tu wrócić tak po prostu, żeby zwiedzić kraj, zobaczyć ciekawe
miejsca, miasta, ale na razie jest to niemożliwe, bo robię z Tobą
wywiad, hahahaaaa. Potem będziemy grać koncert, a zaraz potem jedziemy
do Budapesztu."
PP:
O ile mi dobrze wiadomo, nie macie żon. Czy macie kogoś w tym rodzaju,
np. dziewczyny? Co robisz, kiedy nie masz kobiety danego wieczora? BH:
„Trudno powiedzieć. Mam parę dziewczyn, kilka. Obecnie moje życie
jest zbyt chaotyczne, żeby związać się z kimś na stałe, żeby zaangażować
się w jakiś poważniejszy związek. Czasami jestem samotny, ale spotykam
różne kobiety każdego dnia i to jest w porządku. To właśnie
kocham, kobiety są jedną z ulubionych rzeczy w moim życiu i mówię
to z szacunkiem. Szanuję kobiety. Mam matkę i siostrę, chcę, żeby
świat traktował je w odpowiedni sposób i dla tego ja sam
podchodzę do kobiet z szacunkiem. Widuję się z wieloma kobietami
i każdej kobiecie, z którą się związuję stawiam sprawę jasno,
mówię jej, że widuję się z wieloma ludźmi i nie mogę stworzyć
bardziej poważnego związku. One to rozumieją, ale jeżeli nie rozumieją
tego, to nie mogą być ze mną."
PP:
A więc nie jest dla Ciebie problemem mieć kobietę każdej nocy? BH:
„Jak może być problemem posiadanie kobiety co noc dla kogokolwiek?
To nie jest problem dla nikogo."
PP:
Ale chodzi mi o piękną kobietę. BH: „Ja nie sypiam z każdą
napotkaną laską. Spotykamy z wieloma kobietami, czasami zainteresuję
się którąś z nich bardziej. Przesiaduję z nimi, ale to nie
chodzi tylko o seks. To nie jest sprawa priorytetowa. To nie jest
w ten sposób, że ja od razu oczekuję od kobiety, żeby mi
się oddała. Nie oczekuję tego, żeby każda kobieta, kiedy schodzę
ze sceny, chciała mieć ze mną stosunek. Chciałbym zaprzyjaźnić się
z dziewczyną, a jeżeli do czegoś dojdzie, to super. Tak jak każdy."
PP:
Czy znasz jakieś polskie zespoły? BH: „Znam Flapjacka. Nie
słyszałem zbyt wiele polskiej muzyki. Kiedy jestem tutaj, chciałbym
dostać jakieś kasety czy kompakty. Możesz mi coś polecić."
PP:
Dynamind? BH: „O tak, znam ich. Są dobrzy. Po tym wywiadzie
możesz mi zapisać jakieś polskie kapele."
PP:
Wiele Waszych koncertów było przerywanych. Dlaczego? BH:
„Przerywaliśmy mnóstwo imprez. Podczas wielu naszych koncertów
rozpoczynały się różne bójki i musieliśmy przerywać.
Bardzo wierzymy w duchową stronę naszej muzyki. Nie ma w niej miejsca
na agresję, na przemoc. My tego nie tolerujemy i wtedy musimy przerwać
występ. Często sami wskakiwaliśmy w tłum i osobiście przerywaliśmy
bójki. Nie będziemy tolerować takich sytuacji. Jeśli trzeba,
to przerywamy show."
Do
garderoby wchodzi ponownie Billy. BG: O, jeszcze gadacie?
PP:
Dlaczego na Waszym wczorajszym koncercie w Warszawie nie było stage
divingu? BH: „Parę dzieciaków próbowało wskoczyć
na scenę, ale tam była barykada. Kiedy jest na koncercie ponad 2
tyś. osób, to wówczas potrzebne są barierki, żeby
chronić dzieciaki z przodu, by nie odniosły jakiś obrażeń. To jest
ostatnia rzecz, jakiej byśmy sobie życzyli. Ochrona jest od tego,
żeby wylądowali bezpiecznie i nie od nas zależy, czy dzieciaki wejdą
na scenę, czy nie. To zależy od nich. Ja nie potrzebuję żadnej pieprzonej
sceny. Mogę wejść nawet na głowę ochroniarza. Ja lubię, kiedy dzieciaki
włażą na scenę. My nie zabraniamy stage divingu. Mówimy:
róbcie to, jeżeli chcecie. Ja mówię ochroniarzom,
że jeżeli dzieciak, już wejdzie na scenę, to żeby go z niej nie
zrzucać, nie ranić, żeby być wobec nich delikatnym."
PP:
Jakie były Twoje inspiracje muzyczne? BH: „Są one bardzo
szerokie Słucham wszystkiego, począwszy od Jana Sebastiana Bacha,
poprzez Boba Marleya, po Black Sabbath, Pink Floyd, Sex Pistols,
Beastie Boys, Sepultura, wszystko. Lubię Alice In Chains, Snoop
Dog. W domu słucham wszystkiego. Mam składanki, gdzie na jednej
kasecie jest Bach, Beefhoven, Cro-Mags, Bob Marley, Led Zeppelin.
Lubię muzykę flamenco."
PP:
Czy ciągle mieszkasz w Brooklynie? BH: „W tej chwili kupiłem
mieszkanie w Kalifornii, w sierpniu jadę tam na trzy tygodnie, a
potem do Brooklynu na dwa miesiące, a potem wracam do Kalifornii
na dwa miesiące a potem znowu na trasę. W zasadzie to nigdzie nie
mieszkam. Mój brat, James Hambel jest aktorem i przeniosłem
go do Kalifornii. Kupiłem mu apartament, żeby mógł rozwijać
swoją karierę, dlatego, że jest to lepsze miejsce dla aktora niż
Nowy Jork. Miejmy nadzieję, że jego kariera wyjdzie. Jest bardzo
utalentowany. Kto wie, gdzie zamieszkam. Może w Polsce? Mogę zamieszkać
tu z jakąś bardzo ładną Polką i tu żyć. Mogę otworzyć bar zwany
„Bobby Hambel's Fuckin' Bar", albo „Brooklyn Pub". Zrobiłbym
to w stylu brooklyńskim, z graffiti na ścianach, wszystkimi gatunkami
amerykańskiego piwa i z koszulkami z logo „Brooklyn Bar", tańczyłyby
dziewczyny, leciałaby mocna muzyka na żywo, ludzie mogliby recytować
Swą poezję, byłoby świetnie. Byłoby to tutaj w Polsce, gdzieś w
centrum Warszawy."
PP:
Co teraz myślisz, z perspektywy czasu, o Waszym pierwszym albumie? BH:
„Nienawidzę produkcji tej płyty. Kawałki byty niezłe jak na owe
czasy, ale firma płytowa zrobiła nas w balona, zgarnęła całą kasę,
zmiksowali nasze piosenki, wręczyli nam album i powiedzieli: „To
jest Wasz album". My spojrzeliśmy na to i powiedzieliśmy: „Co
to jest do k... nędzy?". Brzmienie było fatalne. Co oni z tego
zrobili. Perkusję było słychać fatalnie. Ale żyjesz i się uczysz,
więc teraz będziemy nagrywać kolejne płyty. Ja nie martwię się o
te albumy, które już byty, martwię się tym albumem, który
dopiero powstanie."
PP:
Czy używasz jeszcze narkotyków? BH: „Nie, przestałem
trzy lata temu,"
PP:
A alkohol? BH: „Tak, piję."
PP:
Dużo? BH: „Tak, czasami wypijam za dużo, szczególnie
piwa, ale staram się mniej pić. Jednak jest to trudne, kiedy ktoś
przychodzi do Ciebie z trzema butelkami „szkockiej". Trudno
jest odmówić. Kiedy jednak będę nagrywał album, będę trzeźwy.
Będę miał świeży umysł i będę wiedział, co robię."
PP:
Nagraliście piosenki z Cypress Hill i z Onyx. Czemu nie gracie z
nimi na trasach? BH: „To po prostu nigdy nie wyszło. Lubimy
się z nimi, ale jakoś wspólna trasa nigdy nie wyszła. Graliśmy
kiedyś wspólną trasę z House Of Pain i było świetnie. Na
koniec przedstawienia robiliśmy jam session."
PP:
Dlaczego nie zrobicie tego samego w Polsce? BH: „Nie mam
po prostu pomysłu na to. To nie od nas zależy gdzie i z kim jedziemy.
Wytworzyliśmy sobie wyimaginowane trasy z naszymi ulubionymi kapelami,
np. z Black Sabbath, Cypress Hill, Bad Brains, to by było świetnie.
Obecna trasa jest świetna, bo przyjaźnimi się z kapelami, z którymi
jesteśmy na trasie."
PP:
Plany na przyszłość. BH: „Nowy album, potem trasa, około
15-16 miesięcy i znowu to samo. Jedziemy zobaczyć świat."
PP:
Na koniec kilka słów dla czytelników Metal Hammera. BH:
„Zachowujcie spokój podczas koncertów, bądźcie jednością,
stańcie powyżej czegoś takiego jak faszyzm czy rasizm na co dzień,
bądźcie aktywni i bądźcie zawsze sobą. Działajcie zawsze zgodnie
z Waszym sumieniem. Bądźcie otwarci i podążajcie za głosem swojego
serca, bo takich ludzi, którzy mają jakieś uprzedzenia i
są dogmatykami, nie mogę znieść. Bądźcie otwarci na świat. To jest
właśnie to. Pokój i wielkie dzięki za ten wywiad."
PP:
Ja też bardzo dziękuję.
Paweł
Pindera
|