BRUM: Od "State of the World Address" minęło 2 lata - co robiliście przez ten czas?
Danny Schuller: Przez prawie półtora roku byliśmy w trasie. Później chcieliśmy usiąść do pracy nad nowym materiałem, ale nastą-piły pewne zawirowania w strukturze zespołu: na jesieni odszedł BOBBY. Wzięliśmy się jednak w garść i w styczniu nagraliśmy "Mata Leâo". Teraz siedzimy w domku, dokonujemy "destrukcji" browaru i udzielamy wywiadów prasie...
B.: Na poprzednim albumie widniał napis: "BIOHAZARD stanowią i będą stanowić: BOBBY, EVAN, BILLY, DANNY". Teraz okazuje się, że zespól jednak może istnieć jako trio. Czemu tak się stało?
D. S.: W pewnym momencie okazało się, że BOBBY zmierza w innym kierunku niż pozostali, więc było trochę niemożliwe działać nadal razem. Nie chodzi o to, że BOBBY jest zły a my dobrzy, lub na odwrót. To tak jak w rodzinie: kiedy    jesteś dzieckiem, rodzice mówią ci, że zawsze będziecie razem, że się kochacie itd, A potem nagle się rozwodzą - coś takiego zdarzyło się u nas: nikt tego nie oczekiwał, a jednak...
B.: A jak to zmieniło brzmienie BIOHAZARDU? Czy nagrywając płytę bez jednego gitarzysty coś okazało się szczegól-nie trudne?
D. S.: Zespół teraz jest oczywiście inny - zmiany ilościowe pociągają za sobą zmiany dźwiękowe. Jednak nie na gorsze, mam nadzieję... Czujemy się znów silni i pełni pozytywnej energii. Mamy świetnego gitarzystę w osobie BILLY’EGO, który na "Mata Leâo" odwalił kawał niezłej roboty. Czasem trochę nie starczało mu rąk i nawet ja musiałem Mu pomagać wiosłować. Skoro zostało nas trzech, to musieliśmy pokazać, że i tak sobie poradzimy - i udało się!
B.: Czy myślicie o nowym gitarzyście w przyszłości?
D. S.: Tak, ale nazwiska jeszcze ci w tym momencie nie podam. To jeden z naszego podwórka... Masywny riffowiec...
B.: Rok temu mówiliście, że na nową płytę macie jeden utwór: "Scumbag". Nie słyszę go tam jednak!
D. S.: ...ponieważ o wiele później stworzyliśmy za jednym zamachem całość kompozycji na "Mata Leâo" i "Scumbag" już tam nie pasował.
B.; Jak postrzegacie swoją najnowszą produkcję, jeżeli chodzi o warstwę mu-zyczną, wśród poprzednich wydawnictw?
D. S.; Ważne jest co ty o niej sądzisz...
B.: Jest głośniejsza i bardziej agresywna, a brak pianina to pogłębia.
D. S.; O. K.! Prawidłowo odbierasz - chcieliśmy kontynuować najbardziej szlachetne tradycje BIOHAZARDU i doładować jeszcze trochę. Stąd speed i złość, co nieco rytmu funky i zupełnie coś nowego, np. w "In Vain", "Thorn" czy "Waitin' To Die". A z tym pianinkiem..., no cóż - jedna osoba nie powinna grać na zbyt wielu instrumentach na raz, to nie zdrowo, prowadzi do schizofrenii. Poza tym jesteśmy otwarci na nowe ekspery-menty brzmieniowe, oczywiście w ra-mach pewnego ciągu...
B.: Czy tekstowo również nie odbiegacie od znanych motywów?
D. S.: Jasne - Brooklyn, strach, przemoc i inne tego typu rzeczy, jakich doświadczasz tu na codzień. "S. O. T. W. A." traktował o tym o czym opowiadali nam ludzie z krajów, które odwiedziliśmy na trasie. Słowa przybyły z zewnątrz. "Mata Leâo" zaś, to wydruk na-szych elektrokardiogramów. Wyjątkowo osobista produkcja, naładowana pozytywną energią aż do bólu... Muzyka ulicy, bez makijażu...
B.: A czy nie obawiacie się, że brutalność, jaką przedstawia BIOHAZARD może źle wpływać na słuchaczy, zachęcać ich do przemocy?
D. S.: Ten zespół to spółka z ograniczoną odpowiedzialnością - nasze myśli są przez miliony ludzi rozumiane na miliony sposobów. Jednak w założeniu nasz przekaz jest pozytywny. I wielu fanów też tak go odbiera - widzimy to, gdy po koncercie wychodzą uśmiechnięci i wyładowani, choć czasami posiniaczeni. Kurwa, przecież to co robimy to reportaż z życia, pieprzony "live", bez cenzury... Gdy w TV pojawia się wojna, małolat przełącza na "MTV". Na naszym koncercie nie ma takiej możliwości. Jest tylko jeden kanał, kanał BIOHAZARD...
B.: W nagraniu "S. O. T. W. A." gościnnie wziął udział SEN DOG z CYPRESS HILL, wykorzystaliście dialog z filmu "Wściekłe Psy"... Czy z "Mata Leâo" też są związane tego typu ciekawostki?
D. S.: Nic z tych rzeczy - oczywiście paru przyjaciół pomogło nam w chórkach, ale to drobiazg. Preferujemy familijne, podwórkowe granie.
B.: A przy okazji - czy lubujecie się tylko w tak krwistych obrazach jak wyżej wymieniony?
D.S.: Nie no, co ty - lubimy wszelakie rodzaje muzyki, filmów i innych form artystycznego wyrażania się - pod warunkiem, że są one właśnie artystyczne. A "Wściekłe Psy" to świetny film, bardzo realistyczny wbrew pozorom - tak jak my... Tyle, że my nie odgryzamy nikomu uszu... Chociaż gdyby się tak zastanowić... (śmiech)
B.: Czytałam kiedyś, że EVAN myśli o nagraniu solowej płyty rapowej lub o utworzeniu z SEN DOGIEM odrębnego zespołu. Czy wiesz coś o tym?
D.S.: O Chryste, może On myślał o BIOHAZARDZIE?! - (śmiech) - Nie, na razie podoba nam się styl, z którym nasz band jest kojarzony. EVAN ma dużo znajomych i czasem coś z nimi nagrywa, ale teraz jego grafik jest dość napięty w związku z "Mata Leâo", więc chyba nie planuje niczego takiego w najbliższym czasie.
B.: Przed nami sezon festiwalowy, a ja wiem, że Wy uwielbiacie łomotać na żywo - jakie macie plany w związku z tym?
D. S.: Większą część lata spędzimy w USA. W lipcu będziemy na jednym z festiwali niemieckich, a potem jedziemy do Ameryki Południowej. Europę (w tym Polskę) odwiedzimy we wrześniu lub październiku - dokładnie nie mogę powiedzieć kiedy, bo mamy zasadę, że gramy wszędzie gdzie nas o to poproszą, w kawiarenkach też, no może z wyjątkiem komisariatów... (śmiech).
B.: Odwiedzacie masę przeróżnych zakątków - czy staracie się przedtem czegoś o danym miej-scu dowiedzieć? Czy wiecie np. kto to jest LECH WAŁĘSA?!
D.S.: Mówisz o LECHU WAŁĘSIE? Jasne, że Go znamy, to ważny gość dla  Waszego kraju... Robotnik - polityk...    Jesteśmy dość dobrze przygotowani z tego typu rzeczy, gdy jesteśmy na nieznanej ziemi - to pomaga w zrozumieniu lokalnych fanów, ich kultury. Interesuje nas geografia polityczna bez względu na jej kolor...
B.: Jak na tle innych państw wypada w Waszej klasyfikacji Polska?
D. S.: To areał o wysokim zagęszczeniu naszych fanów. Wasza publiczność składa się z prawdziwych fuckin'crazy motherfuckersów! Bardzo lubimy u Was grać.
B.: W takim razie, z tym większą niecierpliwością na Was czekamy!
D. S.: See ya...

 

[wywiad z Brumu V 96]