Biohazard to jeden z najważniejszych zespołów hardcrowych lat 90. Po kolejnej zmianie  wytwórni płytowej pod koniec maja ukaże się nowa płyta nowojorczyków o znamiennym tytule „New World Disorder”. Większość krytyków muzycznych porównuje tą płytę do słynnych już krążków „Urban Discypline” i „State Of The World Address”. W Nowym Jorku telefonicznie odpowiada gitarzysta i Wokalista Biohazard – Billy Graziadei.

MH: Cześć Billy. To już trzy lata od kiedy Biohazard nagrał swoją ostatnią płytę studyjną „Mata Leâo”. Dlaczego pozwoliliście aby fani tak długo czekali na Waszą nową muzykę?
BILLY: Ponieważ uzyskaliśmy dokładnie taki sam efekt jaki sobie wcześniej zaplanowaliśmy. Nagranie tej płyty zajęło nam bardzo dużo czasu. Myślę, że właśnie z tego powodu ten cały proces się opóźnił. Z drugiej strony nasza firma płytowa wplątała się w jakiś dziwny interes, na dodatek inne wytwórnie połączyły się, a my zostaliśmy pośrodku tego wszystkiego. Teraz te wszystkie problemy są za nami, a ludzie chcą takiej właśnie płyty, jaką nagraliśmy.
MH: Moim zdaniem naprawdę warto było trochę poczekać. Kiedy zaczęliście nowe nagrania?
BILLY: Rok temu, no może prawie rok temu, rozpoczęliśmy w czerwcu 1998 roku.
MH: A kiedy skończyliście?
BILLY: W sierpniu 1998 roku, dokładniej pod koniec sierpnia.
MH: O rany – czekacie już prawie rok na wydanie tej płyty!
BILLY: Tak, choć w taki czy inny sposób pracowaliśmy nad tym krążkiem we wrześniu i październiku ubiegłego roku. To zabrało nam naprawdę mnóstwo czasu.
MH: Czy od tego momentu mogliście jeszcze znacząco zmienić swoje kompozycje?
BILLY: Wiesz, trochę czasu zabrała nam zmiana kolejności utworów na płycie i inne tego typu rzeczy. Zrobiliśmy także remiks utworu tytułowego „New World Disorder”. Powróciliśmy do studia aby nagrać inne rzeczy – na przykład utwory które wykorzystamy na stronach B singli. Nakręciliśmy film, który umieścimy na kompakcie „New World Disorder”.
MH: Czy tytuł płyty jest parafrazą słynnych słów prezydenta Stanów Zjednoczonych – Georgia Busha czy też tytuł płyty pochodzi lub jest komentarzem utworu „New World Order” z płyty „Psalm 69” Ministry?
BILLY: (śmiech) Tytuł nie ma nic wspólnego z płytą Ministry. „NWD” to coś innego. Koniec tysiąclecia oznacza początek Nowego Świata. Cały ten świat jest przeładowany milionem różnych bałaganów, różnych dewiacji fizycznych, psychicznych czy politycznych.  Jeśli na przykład wiesz, co obecnie dzieje się na Bałkanach – w Jugosławii i wiesz o naszym jako o ludzkości zaangażowaniu w ten konflikt, to przyznasz chyba, że ta sytuacja jest okropna. Cały świat nie zmienia się na lepsze, zmienia się na gorsze.
MH: Na płycie są takie utwory jak „Dogs Of War”, w który śpiewasz „War is not a solution” (Wojna nie jest rozwiązaniem). Czy odniósłbyś te słowa do konfliktu w Kosowie czy byłej Jugosławii?
BILLY: Oczywiście, że pieprzone zabójstwa nic nie mogą zmienić. Myślę, że ciężko jest stwierdzić jak naprawdę wygląda sytuacja w Jugosławii. Nie wierzę do końca w to co można wyczytać w gazetach, czy zobaczyć w telewizji. Nie wiem czy taka jest prawda. Mam wielu znajomych z terenów byłej Jugosławii, którzy wysyłali do mnie listy z opisem sytuacji, różniącym się mocno od tego, jaki można znaleźć w amerykańskich gazetach. Nie wiem więc, komu tak naprawdę do końca wierzyć. W amerykańskiej prasie można wyczytać historie o czystkach etnicznych. Jeśli tak jest naprawdę, trzeba znaleźć jakieś rozwiązanie pozwalające na ochronę tych ludzi i wstrzymanie tych bezsensownych morderstw. Nie jestem politykiem, ale wiem, że wojny i zabijanie ludzi jest złem. W wielu przypadkach z wojną związanych jest wiele kłamstw. Czasami to, co głosi rząd jest w całości sprzeczne z prawdą. Założę się, że w 99 procentach przypadków chodzi o pieniądze a nie o jakieś wzniosłe cele.
MH: Wracając do nowej płyty. To chyba pierwsza płyta, na której Rob Echeverria napisał trochę muzyki.
BILLY: To pierwszy krążek, który w całości powstał z Robem. Rob dołączył do naszego zespołu po nagraniu ostatniej płyty studyjnej. Świetnie się stało, że tym razem mieliśmy szansę pracy w studiu razem z Robem. Zanim weszliśmy do studia zdążyliśmy się zaprzyjaźnić. Graliśmy na światowej trasie przez ostatnie dwa lata. Później weszliśmy do studia i napisaliśmy wspólnie kilka nowych utworów.
MH: Czy Rob napisał sola gitarowe na płycie?
BILLY: Nie, zupełnie nie. Rob dodał przede wszystkim świeże spojrzenie na muzykę, to naprawdę było nam potrzebne.
MH: Prawdopodobnie na „NWD” można usłyszeć więcej solówek gitarowych.
BILLY: Oczywiście, kiedyś w zespole grał jeszcze Bobby, który był bardzo kompetentnym gitarzystą. Podczas „Mata Leâo” nie było już z nami Bobby’ego a więc nie było też solówek. Rob jest bardzo utalentowanym muzykiem, dzięki niemu nasza muzyka zyskała nowy wymiar, jeśli chodzi o grę na gitarze.
MH: A więc dzięki niemu możesz część odpowiedzialności za grę na gitarze zwalić na niego i chyba też dzięki temu więcej śpiewasz na tym krążku.
BILLY: (śmiech) Tak. To była jednak dla nas naturalnie zmiana. Myślę, że od czasu kiedy jest z nami Rob, czujemy się znacznie pewniej, jeśli chodzi o partie gitarowe zespołu Biohazard. Wspólnie możemy teraz pracować nad muzyką. To pozwoliło mi bardziej skoncentrować się na partiach wokalnych.
MH: Czy wybraliście na producenta Eda Stasiuma, ponieważ chcieliście uzyskać brzmienie podobne do tego z płyty „State Of The World Address”, wyprodukowanej właśnie przez Eda?
BILLY: Nie, nagraliśmy krążek w Nowym Jorku, a Ed dobrze zna nasz zespół. Dobrze nam się razem współpracuje, ponieważ jesteśmy bardzo dobrymi przyjaciółmi. Tym razem mieliśmy okazję wypróbować niektóre z tych utworów na koncertach. Ostatni z nich zagraliśmy na tydzień przed wejściem do studia. Dlatego moim zdaniem płyta brzmi bardzo szczerze.
MH: Chciałem zapytać o gości na płycie – z dwóch różnych źródeł – Internetu, czy waszej biografii można wyczytać sprzeczne ze sobą informacje...
BILLY: Przy „NWD” pomogli nam muzycy z Onyx, także zespołu XXX – grupa ta pochodzi z Nowego Jorku, zagrał z nami Sasha, pomogli nam muzycy z Sepultury i inni nasi znajomi, szczególnie podczas nagrywania wokali.
MH: Pomogli wam tylko przy piosence „New World Disorder”?
BILLY: Tak
MH: A w utworze „Cycle Of Abuse” pojawia się chyba również inny wokalista...
BILLY: Nie, to Evan Seinfeld. Kiedy Evan próbuje śpiewać melodyjnie, robi to zupełnie inaczej i myślę, że to słychać w tym utworze. Evan śpiewa tak od lat, na pierwszym albumie mieliśmy taki taki utwór, w którym Evan śpiewał (tu Billy rozpoczyna nucenie) ”...tough times ahead of me, tough times behind”. Ten utwór nazywał się „Justified Violence”. Tak gramy już od lat. To druga strona naszej muzyki – tak odmienna jak wykorzystywanie na przykład hip-hopu albo fortepianu.
MH: Czy wciąż słuchasz tego Waszego pierwszego albumu?
BILLY: Tak, oczywiście.
MH: Czy go wciąż lubisz, minęło już prawie 10 lat?
BILLY: Czuję się dumny jak ojciec kiedy myślę o naszym pierwszym albumie. Każdy album był dla nas krokiem w czasie.
MH: Który z albumów był dla Ciebie przełomem?
BILLY: Wszystkie były przełomowe. Pamiętam, że kiedy nagraliśmy nasze pierwsze demo, pewnego dnia słuchałem go jadąc pociągiem do pracy na Brooklynie i myślałem sobie „Kurwa, to brzmi naprawdę rewelacyjnie”. To był moment przełomowy. To demo nagraliśmy w studiu Josha Silvera (klawiszowca Type O’ Negative). Jesteśmy jednak najbardziej dumnie z płyty „NWD” ponieważ na tym albumie znajdują się wszystkie składniki Biohazard, które mnie i innym ludziom bardzo się podobają. Nie straciliśmy swoich jaj, wciąż gramy ciężko, a jednocześnie muzyka ma wiele różnych wymiarów – na przykład od utworu „End Of My Rope” po „New World Disorder”, czy „Resist”, „Breakdown” lub „Switchback”
MH: Ostatnio oglądałem wywiad z Sick Of It All. Muzycy z tej grupy przyznali, że nowojorska scena jest bardzo podzielona.
BILLY: Sick Of It All są świetni, podobnie jak na przykład Madball. Jest też wiele zespołów opowiadających na około gówniane rzeczy o innych zespołach, z zazdrości. Dlatego moim zdanie istnieje podział na scenie muzycznej.
MH: A co z zespołem Agnostic Front?
BILLY: To bogowie hardcore’a. Grają już od lat. Wywarli na Biohazard duży wpływ.
MH: A jak odnosisz się do powrotu na scenę grupy S.O.D.?
BILLY: No cóż jeszcze nie słyszałem ich nowej płyty. Nie jest to jednak jeden z moich ulubionych zespołów.
MH: Czy zgadzasz się z niektórymi „muzycznymi krytykami” ogłaszającymi wszem i wobec powrót metalu?
BILLY: Myślę, że muzyka rockowa czy metalowa nigdy nie umarła. Media chciałyby po prostu by ludzie uwierzyli w to, że metal odszedł, aby ludzie uważali, że wskrzeszenie tego gatunku jest właśnie zasługą tychże mediów.
MH: Tak, właśnie na takich rzeczach czy „modach” robi się duże pieniądze.
BILLY: Dokładnie tak.
MH: Czy istnieje szansa na to, że zagracie w tym roku w Polsce?
BILLY: Prawdopodobnie zagramy u Was koncert, a może nawet trasę we wrześniu. Teraz jednak wszystko znajduje się w fazie planowania. Wiemy natomiast, że trasę po Ameryce gramy w czerwcu, lipcu i w sierpniu.
MH: No to mam nadzieję, że zobaczymy Was już niedługo na koncertach w Polsce.
BILLY: Tak, postaramy się znowu u was zagrać. PEACE!

[wywiad z polskiego Metal Hammera]