|
RAPORT
O STANIE ŚWIATA
|
Raport
o stanie świata
Spójrz
tylko w jakim swiecie żyjemy Ludzie w niezgodzie,
reakcje temnonukleame Wkurzeni na technologię Cale
to gówno już nie jest takie jak dawniej Zanieczyszczamy
powietrze, które wdychamy i wodę którą
pijemy Współczesne nastroje wrą i szaleją
Może byśmy się zatrzymali na chwilę i pomyśleli
Przy
obecnym tempie już teraz przesądzamy o swoim losie Za
późno dla świata ćpanego na nienawiści Nadeszły
czasy kłótni Ludzie nie potrafią ze sobą żyć Żadnego
szacunku dla moraliów Nasze wartości zostały
odrzucone
To
się zaczyna błędnym kołem, a potem przenika w dół Od
rządów aż do lokalnych gangów, wszędzie
konfrontacja Powszechna panika wisi na włosku Ziemia
będzie bezpieczna dopiero kiedy my wyginiemy Możesz
mówić, łe jestem pesymistą, ale w kieliszku pusto Po
wybuchu nowe społeczeństwo
Strach rodzi chciwość
i patrz do czego to prowadzi Świat, w którym
nikt się nie cieszy drobnostkami A od nich l z wnętrza
pochodzi szczęście, Którego my nie znajdziemy, jeśli
wolimy się smażyć w grzechu
|
|
Za
życiem
Jeśli
chciałbyś prosić mnie o przysługę To powiem ci, że
nie ma czegoś takiego jak naturalne zachowanie W
środku należymy do jednej rodziny Tak, jesteśmy z
wami i mówimy to z dumą Bo dla nas jesteście
prawdziwymi ludźmi Nigdy się nie wymądrzacie, zawsze
jesteście równi
Jesteśmy
braćmi krwi. BRAĆMI KRWI Mamy wspólny nóż. Więc
zobaczymy KTO JEST ZA ŻYCIEM
Ale
wy przyśpieszacie i zostawiacie nas w niepewności Wiemy
kim jesteście i o co wam chodzi Nie mamy dla siebie
wzajemnego szacunku i nie boimy się o nadstawianie kanw Zamiast
płakać nad stratą Jesteśmy wdzięczni za tycti. Którzy
są ZA NASZĄ SPRAWĄ
Żyjemy
życiem pełnym wściekłości Tłumimy nasze potrzeby, umysłowo
na poziomie epoki kamieni! Negatywne uczucia dają
zero Martwiąc się i nienawidząc nigdy nie będziesz
bohaterem Wyjmij nóż zza naszych pleców Wiedząc
dokładnie kto jest ZA ŻYCIEM
|
|
Co
na nas wpływa
Co
na nas wpływa? Czy Jesteśmy chorzy umysłowo? Wewnętrzne
podniecenie napędza nas jak duma A może to emocjonalne
blizny po naszych zmarłych przyjaciołach Każą
nam budować tak niewiarygodnie wysokie ściany Co
przebijają sufit przerażonych uczuć, Które
często tłumimy i kończymy kompletnie załamani Niektórzy
wyładowują się we wściekłości, taka jest teraz moda
w pokręconym społeczeństwie, toniemy w lękach Czy
wszystko się popieprzyło, Czy zabiliśmy gołąbka pokoju? Czy
daliśmy się zaszokować? Co na nas wpływa? Czy
człowiek postradał już zmysły? Czy czujemy napięcie? Musimy
się dokopać do tego, co na nas wpływa Czy wszystko
się popieprzyło, czy zabiliśmy gołąbka pokoju? Czy
wpadliśmy w wir i nie wiemy, co na nas wpływa? Czy
czujesz ten sam ból, co ja? NIE Więc pozwól,
ze powiem ci jak jest naprawdę MÓW Ból
wewnątrz zabija mnie. Plączę WIĘC Co na nas wpływa? Czy
słyszysz mój płacz? DLACZEGO Zostawcie
mnie w spokoju, jestem gotów umrzeć UMIERAĆ Okłamuję
siebie, zaprzeczam Co takiego na nas wpływa?
|
|
Opowiści
z ciężkiej dzielnicy
Twoje
karty rozdano pewnej nocy. Kiedy mężczyzna w czarnym
ubraniu pojawił ci się przed oczami Grubas zapukał
w szybę, chwyciłeś za zamek Wypierdalaj z bryki i
zostaw ją na przejściu dla pieszych Wczołgał się
na twoje siedzenie i podrzucił fokę z cracklem Już
sikasz w gacie bo dałeś się ofiarą napadu Poczuj
zimną stal kiedy pociągnę za spust Bum! Już kurwa
nie żyjesz, bo tak ma być
Społeczeńswo
zepchnęło go na margines Dobra duszo, powiedz o co
tutaj chodzi? Poradzimy sobie bez wiary i religii Jesteśmy
zbyt napięci społecznym naciskiem
Koleine
złe rozdanie, czternastolatek z wielkimi aspiracjami Chce
iść przed siebie i kontrolować to gówno swoją
siną wola. Jego model mówi mu, że jest wystarczająco
dorosły żeby zabijać Popatrz na moją gablotę, moje
dziwki l mój łup Jeśli chcesz przetrwać, to
musisz się nauczyć strzelać Trzymaj się twardo jak
ja to na pewno ci się uda Strata cennego życia, dwudziestka
piątka Wpakuję ci kulkę w łeb za kolor twojej skóry To
moi sąsiedzi cię tu kurwa wpuścili Ja się będę
trzymał ze swoimi, a ty ze swoimi Wirus nienawiści
zaraża ciemny umysł
|
|
Tak
To Jest
Spójrz
w oczy szaleńcowi Widzisz po jego twarzy, że jest
słabym i smutnym człowiekiem Wpatruje się przed siebie
ślepym wzrokiem Ze spluwą 9 mm przytkniętą do tojej
bani Nie masz wyjścia, za późno na cokolwiek Więc
co chcesz zrobić, za moment będziesz martwy Powolne
myślenie nigdzie cię nie zaprowadzi Młode istnienie
skończy się jednym strzałem
Żyjesz
tak, umierasz tak Tak to już jest Życie z wyrzutami
jest do niczego Tak już jest będziesz trupem jeśli
kula nie chybi Tak właśnie jest dzieciaku, tak to
już jest
Kulka
w łeb - jesteś martwy, nie możesz spudłować Nie ma
czasu na wyrzuty, kiedy twoje ciało leży w worku Nie
ma czasu na zmianę zdania, kiedy twoja głowa zwisa bezwładnie Może
gdybyś byt mądrzejszy byłbyś jeszcze tutaj Więc zmień
swoje przyzwyczajenia zanim one zmienią ciebie Z
dziurą w głowie grubości palca
Patrzysz
w górę i patrzysz w dół Strzały dudnią
z każdej strony Wołasz o pomoc, ale nikt de nie słyszy Głos
wyrzutu to Jedyny słyszalny dźwięk
Zabawiasz
się. a potem płacisz cenę Za puszczanie się w rynsztoku
z ulicznymi wszami Uciekasz I pakujesz kulki Ze
swoją załogą ruszasz się tak, jak zawieje wiatr Bo
masz ich poparcie, a oni mają twoje Żyjesz dla siebie
i tworzysz własne prawa Ale i tak prędzej czy później
to wróci do ciebie Skończysz martwy i pochowają
cię w twardej zimnej glebie.
|
|
Pamiętamy
Oto
dedykacja Dla mężczyzn i kobiet którzy służyli
w Wietnamie Od naszego pokolenia da was i waszych
rodzin... Już dawno za późno na honory
Wspomnienia
krwi, czerwonego, białego i niebieskiego Pomarańczowe
nocne niebo, południowo-wschodnia Azja Powołano
was do służby i odwaliliście kawał dobrej roboty Dla
nas zrobiliście rundę przez piekło Wojny w wojnach Żeby
przetrwać ustanowiliście własne prawa Każdego dnia
i nocy żeby przetrwać trzymaliście nisko pochylone głowy i
nie zamaczaliście prochu
Pamięć
o rodzinach PAMIĘTAMY
Teraz
żyjesz i pytasz Boga dlaczego nie zabrał cię stamtąd kiedy
wszyscy twoi bracia poginęli Wybuchy wstrząsają twoimi
snami kiedy leżysz w nocy w swoim łóżku Nie
budźcie go bo zginiecie Spróbujcie pojąć jego
ból On ciągle widzi krwawe plamy, których
nie można sprać Z jego serca i umysłu, spróbujcie
uciszyć ten ból
Pamięć
o rodzinach PAMIĘTAMY Znałem kiedyś Boga Zabierzcie
mnie do domu
Ludziom
wydalę się że rozumieją Siedząc przed telewizorem
w domowym zaciszu Plują na was. ale my optujemy ich
za was Nasze serca, nasz głos, nasze talenty Co
mogą zrobić dla was i dla tych. którzy walczyli
i zginęli, oddajemy cześć rodzinom Które nadal
płaczą.
Wasze
dzieci już wyrosły W miłości i dumie, których
powinniście doświadczyć Kiedy wasza ojczyzna zabierała
was do domu Ciągle połykać łzy i każdego dnia zmagać
się z lękami A ten horror wojny nie kończy się Dla
2300 Zaginionych W Akcji, albo Jeńców Wojennych
do dnia dzisiejszego Pamiętamy ł modlimy się za was...
|
|
Pięć
przecznic do metra
Codziennie
przechodzę piec przecznic, żeby zarobić na siebie Nie
jest łatwo chodzić tymi ulicami To jest jak bieganie
po linie Z myślą, że w każdej chwili możesz zginać Niektóre
sprawy nigdy się nie zmienią, na przykład uliczna
edukacja Tak blisko, a jednak tak daleko, tylko
jedna przecznica od stacji Stoję na rogu, wiem. że
ktoś mnie może zgarnąć Pięć przecznic od metra,
moja codzienna męka
Pięć
przecznic od metra, Tyko pięć przecznic Pięć przecznic
od metra, Robię to każdego dnia
Jest
taki miejscowy cwaniak, który ma w ręku całą
okolicę Robi szmal handlując prochami l zabija
dzieciaki z własnego sąsiedztwa Łatwo jest kręcić
interes kiedy dajesz w łapę glinom Uważaj na oprychów
i strzeż się kieszonkowców Zaczynasz się w
to bawić kiedyś zapłacisz frycowe Ciężkie próby
i cierpienia, codziennie odbywana podróż Oto
moja rzeczywistość, najtrudniejsza z wszystkich gier
Stoję
na peronie i czekam na metro Dobrze, że jestem pod
ziemią, bo właśnie zaczęto padać Zawsze stoję sam
i mocno opieram się o ścianę Inaczej ktoś mógłby
mnie wepchnąć na tory
|
|
Każdego
Dnia
Każdego
dnia mam kolejną szansę Żeby naprawić świat, budzę
się z koszmarów Jeszcze jeden dzień bliżej
mogiły Boję się tylko uległości Zdaję sobie sprawę,
że to może być mój koniec
Nie
martwię się o jutro Nie pierdol mi o tym co
było wczoraj Żeby przetrwać taki dzień smutku Muszę
stawić czoła wszystkiemu, co stanie mi na drodze
Każdej
nocy potrzebuję jakiegoś uwolnienia Celuję w moją
duszę, pociągam za spust Wdycham powietrze przez
ranę postrzałową Potrzebuję trochę spokoju zanim
zejdę z tego świata Chcę zobaczyć jak mój
świat staje się pozytywnym miejscem Przez uwolnienie
całej wewnętrznej nienawiści
Nie
martwię się o jutro Nie pierdol mi o tym co
było wczoraj Żeby przetrwać taki dzień smutku Muszę
stawić czoła wszystkiemu, co stanie mi na drodze KAŻDEGO
DNIA
|
|
Opuszczone
terytorium
Zmagania
w gettach, pierdolony wyścig szczurów Cholerny
szybkowar eksploduje ci w twarz Następna dzielnica
zniszczona przez narkotyki Każdy ma pretensje do
jakiejś własności Zapłać mafii za własne bezpieczeństwo Półgłupek
zrobi niewłaściwe połączenie Ulice zalewane bzdurami
o lepszej przyszłości Kto kogo grzmoci, nieważne
kto dostanie w łeb
Przyjaciele
naszych przyjaciół są bardzo blisko śmierci W
tym miesiącu to było zaniedbanie, nasz chłopiec zmarł
z przedawkowania W zeszłym miesiącu stzelanina, typowa
historia Tak właśnie wygląda życie na opuszczonym
terytorium Żadnej nadziei, tylko prochy, i marne
masz szansę Żeby dorosnąć i wydostać się z tego.
bo już w tym siedzisz po uszy Próżnia ulicy
jest taka silna Wciąga cię i wysusza twój umysł,
głupcze Wszyscy nasi przyjaciele są skończeni Niewolnicy
wódy - kurewsko niesmaczni Nie widzisz, że
ta okolica to czarna dziura l mamy szansę nigdy się
nie zestarzeć Dzieciarnia kantuje kogo się da, zwabiona
obietnicą łatwego zarobku Ze swoimi drobnymi przestępstwami,
wjeżdżasz w ślepą uliczkę Każdego dnia nosimy w sobie
pragnienie śmierci - Witaj w samobójstwie
Tak
właśnie wygląda życie na opuszczonym terytorium
Więc
mówisz, że jesteś częścią załogi tej alei Życie
tutaj nie daje wiele więcej do roboty Jak tylko nabrać
siły, a potem komuś dokopać Osiemnastolatek, rozłupał
sobie czachę kijem baseballowym Ciągle zmieniasz
się z nowymi modami jak len pieprzony kameleon Żyj
dla siebie, bo jesteś jednym z miliona Bądź buntownikiem,
bo nie urodziłeś się by być bogaty l jedyną rzeczą,
która może cię powstrzymać jesteś ty sam Na
trasie dostajemy czasem telefony, które łamią
nam serca Kiedy dowiadujemy się. że znaleźli w bagażniku
kogoś kogo kochamy Nic nie można zrobić, jeszcze jedna
smutna historia Obudź się, przedrzyj się Napisz epitafium
z własnego zwątpienia
|
|
Brak
Brak
zaufania, jestem sam Spoglądam na dno wielkiej dziury Nikomu
nie wierzę, obnażyłem swoją duszę
Jesteśmy
samotni, czy mamy przyjaciół? A może tylko
szukamy środków, żeby się wykończyć? Jak leci,
pełen spokój, moje chłopaki i te sprawy Ale
jak tylko się rozejdziemy obgadują nas za plecami Pesymistyczny
pogląd na życie Tak czy inaczej przegramy i do niczego
nie dojdziemy Bo zawsze będziemy się zastanawiać
o co w tym wszystkim chodzi Zależy tylko, co uważasz
za prawdziwe
Percepcja
to wszystko co mamy w naszych mózgach Przy
tak wielkich problemach nie czas na zabawę Takich,
co udają równych, chociaż to tylko fasada Nie
przechodzi mi to przez gardło, takie to dziwne Co
tak naprawdę znaczy zaufanie? Czy chodzi o to. żeby
się spoufalać czy raczej żeby pójść za głosem
serca l być lojalnym wobec przyjaciół od początku
do końca? Czym Jest bogactwo – to tylko sposób
w jaki je postrzegasz
Brak
zaufania, jestem sam Spoglądam na dno wielkiej dziury Nikomu
nie wierzę, obnażyłem swoją duszę
Nie
ufam nikomu
Nie
chodzi o zastanawianie się czy możesz je stracić Tu
nie idzie o materialny zysk Kiedy po szyję jesteś
utopiony w bólu Zaufanie i ryzykowanie własnej
duszy Może nie być w naturze większej części ludzkości Oglądanie
się za siebie to nie jest dobry sposób na życie Więc
trzymaj się prawdziwych przyjaciół i pozbądź
się wątpliwości
|
|
Duma
Nic
cię nie obchodzi Zwątpienie wylewa się z ciebie Powala
cię na ziemię W całym mieście strzelaniny i kłótnie, ty
zawsze oskarżasz z tym swoim podejściem i pojebanymi
poglądami Wytatuowany, arogancki i nieokrzesany
Zaprzeczasz,
wysławiasz swój sposób bycia i krzyżujesz Zamknij
oczy na przejażdżkę, wychwalając swoją fałszywą dumę
Tak
czy inaczej, masz siną gębę, bo straciłeś miejsce w
rodzie ludzkim To cię zmusza do robienia tego. co robisz,
więc pieprzę ciebie i twoje pogląd!
Kiedyś
nie wierzyłem w siebie, bo żyłem bez czegoś co mi było
potrzebne
Moja
duma pochodzi z wnętrza Nie mam nic do ukrycia Dosyć
już wylanych łez Mojej dumie nikt nie zaprzeczy
Jęczysz
l stękasz o strefie, którą nazywasz swoją Nabierz
poglądów, miej własne zdanie i z nikim się nie
kumaj Po co udawać zadowolenie z całą wrodzoną nienawiścią Podnieś
swój ciężar, nie jest za późno żeby odtworzyć
twoje wnętrze Niezadowolenie z przechlapanego czasu Dajesz
upust swoim emocjom męcząc Ekstremum, amerykański
sen Żyję pełnią życia, cieszę się nim chociaż
nie mam nic
Jestem
wkurwiony, że byłem taki wnerwiony Nie zgadzałem
się z wszystkim, co mi się sprzeciwiło Ale sprawy
się zmieniły, zacząłem nowe życie w zamian za cały ból Wszystko
trzymałem w sobie, próbowałem się ukryć, zaprzeczałem
i kłamałem
Ale
zawsze miałem przy sobie własną dumę Nieżyczliwy i zdziadziały,
nigdy się do nikogo nie uśmiechałem Ale skończyła się
walka o numer jeden, więc spójrz i zrozum i zgodzisz
się Żyję wolnym życiem, znam już siebie i wiem, że potrafię
Wiem, że mogę i stawiam opór
|
|
Ludzkie
zwierzę
Potwór
nienawiści zwycięża racjonalne myślenie Szybkie spalanie
niszczy lekcje, których się nauczyłem Za późno
na przypominanie sobie kim jestem Rzeczy, w krórem
wierzę l moje poglądy Pokój harmonia i szacunek
dla drugiego człowieka Całe to gówno poszło
się gonić w mojej wściekłości, mówią,
ze jestem przestępcą Nie ma etykietek w ludzkim zwierzęciu
Jestem
zwierzęciem Ludzkim zwierzęciem Ludzkim zwierzęciem
W
tym świecie bigoterii i bólu Przemoc się rozprzestrzenia
i panuje zgroza Opcje w naszych umysłach zastępują
nasze dusze Kiedy ludzkie zwierzę przejmuje kontrolę
Droga
samozniszczenia przywiodła mnie do tego miejsca Kiedy
współczesne społeczeństwo łamie stawy zaatakowane
artretyzmern Nie okazuje się litości, to dotyka wszystkich
moich czułych punktów Nigdy nie małem broni,
ale teraz chcę dyszeć strzały Ze strachu nie śpię,
nawet nie odpoczywam Moje zmysły dostają kręćka,
bo wciśnięto mój przycisk Ile razy już mi
pokazywałeś, że mnie nienawidzisz? l jeszcze zastanawiasz
się. co mi ostatnio złego zrobiłeś
Jestem
zwierzęciem Ludzkim zwierzęciem Ludzkim zwierzęciem
Narasta
napięcie, popycha się mnie zbyt daleko Potrzebuję
uwolnienia, muszę zdjąć wieczko z tego stoika W tej
sytuacji mój głos wydaje się nie mieć znaczenia Czas
zacząć działać, uwolnić frustrację
Każdy
ma jakieś granice, tyko tyle można wytrzymać Wrogie
naciski są jak lukier na tort Przemoc fizyczna, sprowokowana
lub podświadoma Otwórz drzwi, uwolnij ludzkie
zwierzę Moja wizja niszczenia
Rozprzestrzenia
się jak wirus, dając każdemu odpowiednią dawka Zaraźliwy
psychopata, tyko razem będziemy się dobrze bawić Wróciliśmy
do pierwotnych instynktów Dzicy w sercach,
teraz pokażemy jacy jesteśmy naprawdę Na drodze desperacji,
zapominamy o naszych braciach Kto by chciał za nas
zginać, my nie umieramy za nikogo Obłąkani po wypadku,
przemoc była zbyt ciężka Instynktowne zachowanie
w danej sytuacji Nie wymaga od nas racjonalnego uzasadnienia
|
|
Przyparty
do muru
Czasem
wydalę mi się, że słuchanie twojej słownej pantomimy Jest
tylko stratą czasu Czy nie widzisz, że rzucasz grochem
o ścianę? Wypełniasz mnie swoimi poglądami Twoje
opinie są twoje, ja mam swoje To co ja myślę nie
ma dla ciebie żadnego znaczenia Kiedy zrobi się prawdziwa
kaszana l zostaniesz przymuszony przez faceta, który
trzyma klucz do ziemi obiecanej Nie zrozum źle, co
jest w mocy człowieka Bo to wszystko zostało ułożone
w Nowym Planie Światowym l sprawia, że czuję się
jak laboratoryjny szczur Bez własnego mózgu
- zarażony l spuchnięty Nie mogę pozwolić, żeby mi
życie uciekło w ten sposób Bo jestem wyjątkowo
sceptyczny, prawdziwie eklektyczny Nie potrafię zaufać
tym wszystkim, których wybraliśmy Rozejrzyj
się, czy czujesz się bezpieczny? Jak śmieci na wysypisko
wyrzucono nasze życia
Ślepiec
prowadzi nie takich znowu ślepców Tworząc
fałszywe prawdy, by wypełnić nimi nasze głowy Słuchanie
samego siebie byłoby zbrodnią To wszystko kiedyś
do ciebie wróci
Czy
to mi się podoba czy nie Mają na mnie haka
Nie
złamię się pod waszymi wymaganiami Rozwścieczony
i gotowy do obrony, stoję w rogu Złapałem się w pułapkę,
przynęta była wolna Czy to mi się podoba czy nie.
maja, na mnie haka Nikomu nie mogę ufać. wszyscy
chcą mnie dostać Będę uciekać do utraty sił, przed
prawami, które mnie niszczy Szybciej i mocniej. Bóg
mi pomoże uciec Od kłamstw, że jesteśmy wolni i od wszelkiej
władzy, Która wpycha między nas bogaczy l
zgadza się zgodzić bez gwarancji celu żyda Umrę jeśli
trzeba będzie Mówię za wszystkich, walcząc
o swoją wolność
|
|
Odmówiona
miłość
Dziecku
mówi się od początku życia, Że jest nic nie
wartym gówniarzem, że jest złe i głupie Pokolenia
przekazują sobie brak poczucia własnej godności Jesteśmy
kształtowani przez rzeczy, które widzimy i słyszymy Albo
waleni w gębę za wątpliwości Albo zamykani w szafie Uczymy
się życia i żyjemy tym czego się nauczyliśmy
Czy
ktoś słyszy ich płacz? Czy ktoś potrafi im wytłumaczyć
dlaczego? Musisz czytać pomiędzy wierszami Ludzie
umierają kiedy odmawia się im miłości
To
jedna z lekcji, których się nauczyłem Nie
będę żyć tak jak wy Zrobiliście ze mnie to kim teraz
jestem Tak blisko was, a jednak tak daleko Ból,
z którym żyliście odebrał wam zdrowie Pusta
dziura, której nie ma czym wypełnić Wybaczam
wam l kocham was
Strata
czasu, stracone życie Życie na ostrzu kurewsko ostrego
noża Nie mogę was winić za to, że nigdy nie byliście
przy mnie Wiem, że nie chcieliście mnie zranić i
poniżyć Spójrzcie w ich oczy, żeby usłyszeć
ich krzyk A zobaczycie cały ich ból uśpiony
wewnątrz Z czasem pojąłem, że ludzie umierają Kiedy
odmawia im się miłości.
|
|