BIOHAZARD - POCZDAM/NIEMCY @ LINDENPARK - 16.VII.2003
s
upport: Anticops, Punishable Act

Zdjęcia z gigu sprawdź tutaj

Recenzja gigu:

Jak wiadomo po 6 latach nieobecności Biohazard’u w Polsce 7 osób skupionych wokół naszej strony biohazard.prv.pl i forum czyli POLISH DFL CREW w niepełnym niestety składzie zdecydowało się wyjechac do Niemiec na koncert BIO. W Poczdamie zjawiliśmy się o godz.14 po 8 godzinach podróży i 2 godz snu wczesniejszej nocy (mała imprezka u mnie na działce), wiec zjebani byliśmy konkretnie. Klub znajdował się na osiedlu z domkami wiec troche dziwnie to wyglądalo, a do najblizszego sklepu było ze 20 minut drogi. Po godz 14 z autokaru wylezli chlopaki z BIO a konkretnie Billy ze swoją żoną (piękna pani :)) i Evan. Chwilke pogadaliśmy z nimi. Evanowi chcielismy sprezentowac polskiego Żywca, ale powiedzial ze nie pije alko za to Billy miał dużą ochotę na polskie piwo. Chlopaki bardzo nam podziekowali ze jechalismy tyle czasu żeby ich zobaczyc. Evan za kazdym razem jak przechodzil kolo nas pozniej to krzyczal Polska Polska THX ;) Mówili że to nie od nich zależy ze nie przyjezdzają do Polski od 6 lat. Powodem tego jest jedynie to, ze w Polsce nikt nie chce zorganizować ich koncertu. W miedzyczasie pojawił się roadie BIO, który to wszystko krecil na kamere. Swoją drogą zajebisty koles, pogadalismy z nim dłuzszy czas i prawdopodobnie przysle mi cale video sprzed koncertu i z samego koncertu. Po jakimś czasie pojawił się Danny, z którym w sumie najwiecej pogadalismy. Dobrze pamietal ostatni ich koncert w Wa-wie 6 lat temu i że ze dwa dni szwędali się wtedy po Wa-wie. Następnie z busa wyłonił się Scott Roberts i wyglądał jakby ze 3 noce balowal. Ledwo co stał jak z nami gadał wiec nie meczylismy go za duzo. Jeśli chodzi o klub to był większy od warszawskiej Proximy a mniejszy od Stodoły i calkiem ciekawie urządzony. Scena dość wysoka, zero barierek i zero ochrony w czasie koncertu. Przejde do samego koncertu...klub został otworzony o godz. 20 i przed klubem znajdowalo się wtedy tylko kolo 100 osób. Pierwszy support zaczął grac około 20:30 i był to zespół z Niemiec ANTICOPS grający old school HC-szybko i do przodu. Jednak nikt absolutnie nie bawił się w czasie ich koncertu podobnie zresztą jak w czasie występu kolejnego supportu PUNISHABLE ACT. Niby niemieckie zespoły wiec ludzie powinni ich znac i powinni się bawic, ale tacy są Niemcy stoją i się gapią. Wszyscy stali ze 20m od sceny. Supporty skonczyly grac przed godz. 22. Nastepnie  na scenie pojawili się BIO-roadies którzy ostatecznie sprawdzali czy wszystko jest ok ze  sprzetem BIO. Trwało to troche bo w tle zdążyła przeleciec cała płyta Madball „Set It Off” i prawie cała „Demonstraiting My Style”. W tym czasie nadal było pusto pod sceną co dla nas było dziwne bo w Polsce od razu jak ludzie wchodzą do klubu to się ustawiają pod sceną. BIO wbiło się na scene  po 22:30 no i piekło się zaczęło!!! Masakryczne mięsiste brzmienie gitar, miażdżące bębny i bas. Zaczęli wstępem z kawałka SOTWA po czym przeszli do Shades Of Grey, który rozjebał wszystkich już na samym początku (mnie już po 15 sekundach shades of grey spadł but i musialem zanurkowac miedzy ludzi w celu znalezienia go :)). Jak pisalem nie było zadnych barierek pod sceną ani ochrony jednak na początku każdy był niesmiały żeby wejsc na scenę, ale po paru kawalkach nikt nie miał wątpliwosci-chłopaki tylko na to czekali żeby ludzie włazili na scene i spiewali z nimi do mikrofonów. I tak się działo. Ja spedziłem sporą część koncertu na scenie spiewając do majka, skacząc na scenie i ze sceny podobnie zreszta jak cale Polish DFL CREW. Niestety stagediving był troche niebezpieczny ze względu na to ze było malo ludzi pod sceną (w sumie na tym koncercie było kolo 300 osób) jednak znalazło się paru nurkujących ostro ale konczyło się to zazwyczaj sklejeniem blachy z parkietem. Pod sceną mały mosh pit. Jeśli chodzi o zabawe to w sumie wieksza częśc bawiących się głownie na scenie to byli Polacy czyli POLISH DFL CREW :)  no i spotkaliśmy Biosoldierów z Poznania (pozdrówka dla WAS:Malaika, Jerry, Wookash i reszta!!!) W sumie kolo 20 Polaków było na tym gigu. Chłopaki z BIO zauważyli ze to Polacy głównie się bawią i nawet Evan pozdrowił Polaków w czasie koncertu i podziekowal, za przebycie takiej drogi żeby ich zobaczyc. Billy rzucał nam mikrofon więc chyba wiecej my spiewalismy niż on :) Chłopaki jak zwykle cały czas dynamiczni na scenie. Billy ze Scottem prawie cały czas skakali i latali po scenie z jednej strony na drugą. Scott jak dla mnie od razu po Bobby’m jest najlepszym ich gitarzystą z dotychczasowych. Widac, ze chłopak czuje to co robi, a nie jest tylko wynajetym kolesiem, który odgrywa tylko partie drugiej gitary. Nonstop jumping i jego specyficzny taniec z gitarą momentami przypominający taniec Bobby’ego Hambela. Billy tak skakał, ze aż na „Punishmencie” urwał mu się pasek od gitary ale sprawnie i szybko nastąpiła zmiana gitarki. Jeśli dobrze pamietam to chyba na kawałku „Down For Life” weszliśmy na scene, chyba 5-ciu nas Polaków i obkrążyliśmy Billego przy mikrofonie tak ze go nie było widac i razem z nim spiewaliśmy refren „We are brothers of blood, we share the knife and now we’ll see WHO IS DOWN FOR LIFE!!!”. Jeśli chodzi o setlistę to chłopaki grali głownie kawalki z pierwszych 3 płyt i 4 kawałki z nowej płyty. Setlista można zobaczyc tu. Niestety koncert trwał tylko godzine. Jak skonczyli grac-oczywiście ostatnim kawalkeim jest zawsze „Hold My Own” i zeszli ze sceny na backstage Niemcy zaczeli krzyczeć „zu Game”(jeśli dobrze zrozumiałem). Trwało to ze 3 minuty, ale niestety BIO nigdy nie wychodzą na bisy a szkoda. Jak zwykle pozostaje niedosyt po koncercie Biohazard bo jest tyle kawalków  z tych 7 płyt, które by chcialo się usłyszec a nawet nie zagrali ani jednego kawalka z płyt: NWD, Mata Leao, Uncivilization .Miejmy nadzieje, ze do Polski wkrótce zawitają w koncu po 6 latach. Gig na maxa udany 100 razy lepszy i bardziej żywiołowy niż ostatni ich gig w Polsce, ale to dlatego ze był kontakt z zespołem na  scenie i ze (nie chwaląc się ale taka prawda) Polacy głownie szaleli na scenie i pod. Skoro w Niemczech na koncerty Biohazard przychodzi po 300 ludzi a podobno 17.VII w Ahaus było tylko 150 osób to zaczynam się powaznie zastanawiac czy nie zając się zorgzanizowaniem ich koncertu w końcu w Polsce skoro polskie agencje koncertowe nie interesują się tym(chetnych do pomocy i sponsoringu proszę o kontakt na maila). Myśle ze w Polsce była by o wiele lepsza frekwencja na koncercie. A jeśli się nie uda to czekamy na kolejne koncerty BIO niedaleko granicy polskiej...DFL

VERNI

SETLIST